Wcale nie yeti

Generalnie na zachodzie bez zmian.

Aktualnie czas odmierzam nebulizacjami, testami skórnymi, spirometriami. I obserwuję tych, którzy mają teraz ten sam zegar. I powiem, że nie jest lekko być rodzicem. Jakimś takim z większą świadomością, czy coś w ten deseń.

Tyle młodych matek wokół mnie, z dziećmi, tak mniej więcej do 10 roku życia. Tyle materiału do badania przez socjologów i pedagogów. Zaprawdę powiadam Wam, jeśli zacznę myśleć o doktoracie, zrobię tu badania.

Bo taki trzylatek to kurde mol jest człowiekiem czy może nie? Ma go prawo boleć, czy należy go utwierdzać w przekonaniu, że takie na przykład pobieranie krwi to jest właśnie spełnienie jego marzeń w kwestii prezentu od Mikołaja? No i koniecznie przypominać, że chłopcy nie płaczą!!

A taki ośmiolatek, jeśli już idzie w przestrzeń rekreacyjną, to ma prawo spróbować nawiązać relacje i dogadać się odnośnie do użytkownika sprzętów wspólnych, czy jednak matka, musi wchodzić między wódkę a zakąskę drąc się na dzieci będące aktualnie bez opiekunów,  w imieniu których nikt nie stanie w szranki z taką jadaczką? I jeszcze słyszeć: syneczku, z mamusią nie zginiesz.

A posiłek w stołówce dla czterolatka jest dobry, czy trzeba przylać urwipołciowi, bo może na przykład ma nadwrażliwość słuchową i zwiewna, bo przy 80 osobach jednak dosyć głośno, a jak dostanie w skórę to przynajmniej skupi się na własnym bólu?

 

Myślałam, że ostatnio głośno komentowane zjawisko madek jest przerysowane. Otóż nie. Madki som. Nie som yeti. Ani ani.

 

Na pocieszenie mogę dodać li tylko piękny wschód słońca, który mnie dziś zastał w piżamie. I radość, bo moje dzieci mnie mają przez ostatnie dni tyle ile chcą. I nic a nic nam się nie nudzi.

 

Na zdrowie!

Opublikowano zasłyszane, zobaczone | Skomentuj

Rodzi się święto

Sześć lat temu urodziłam. Się. Jako mama. Dziś jest również moje święto. Możemy świętować razem moja pierworodna Córko! Ty, od której wymagam współpracy. Ty, która, jak mało kto, uczysz mnie cierpliwości. Ty, która uczysz mnie zachwytu. Zaciekawienie tym, co dotąd było oczywiste.

 

Urodziłam się. Sześć lat temu jako mama. Dziś boli mnie kręgosłup. Nie od znieszczulenia, bo doktory mi Ciebie wyciągały. Od stania. Przy wyrabianiu ciasta. I kremu do tortu,  który ponoć był pyszny. Od malowania piaskownicy. Od szorowania na kolanach podłogi. Od miłości mnie boli. Serce. kręgosłup. I przebierają mi kanaliki łzowe.

 

Dziękuję.

Opublikowano zasłyszane, zobaczone | Skomentuj