Książkę kupiłam

Nie, żeby to był jakiś wyczyn. Książki kupuję równie często jak rajstopy moim córkom. A rajstopy moich córek, cytując klasyka, są jak pół litra – albo na godzinę, albo na wieczór.

No ale do rzeczy. Książka nosi chwytliwy tytuł Magia olewania. Jak przestać spędzać czas, którego się nie ma z ludźmi, których się nie lubi, robiąc rzeczy, których się nie chce robić.

Kupiłam bo potrzebna mi mentalna zmiana. Może mnie natchnie. Wczytałam się w pierwsze pięćdziesiąt stron i już wiem, że nie będzie łatwo. Żeby zacząć olewać, trzeba posprzątać w chacie korzystając z zasad  Marie Kondo. Zaplanowałam na środę. Bez sentymentów. Wynoszę. Wywożę.  Znajomym, którym się przyda, potrzebującym. No i koniecznie, bez litości, żadnego „a może za trzy lata zapragnę ubrać właśnie te gacie, w których nie chodzę już od dekady”.

No ale dalej już jest grubo.

Bo na ten przykład byłam dziś z dziećmi na placu zabaw. I trzęsie mnie do teraz. Być może dlatego, że nie skończyłam czytać swojej nowej lektury i wdrażać w życie jej treści?

Bo jakim prawem po dwuminutowej obserwacji ktoś może ocenić, czy dziecko jest dobrze wychowane czy nie? Jakim trzeba być frustratem, by mówić, że dziecko, które samo kręci się na karuzeli jest źle wychowane, bo dziecko MADKI stoi pięć metrów od karuzeli, ale nie wyraża chęci wspólnej zabawy, tylko paczy?

Czy obowiązkiem każdego dziecka jest zapraszanie innych, nieznajomych do wspólnej zabawy i dostosowywanie się do innych. Ustępowanie. Dzielenie?

Gdyby miała 20 lat ktoś pochwaliłby, że jest asertywna. No ale ona ma sześć lat i kręci się sama na karuzeli. Wokół dwanaście innych urządzeń. A inne dziecko paczy. No to co, ta sześciolatka ma wołać na cały plac zabaw: „wszystkie nieznajome dzieci, które przyszły tu ze swoimi nadętymi matkami, zapraszam na karuzelę, pokręcę was, będzie super”?

 

Myślałam, że wylewając swój żal będzie mi łatwiej usunąć z głowy i po prostu cytując autorkę, olać, ale jeszcze nie wiem, czy mi się uda. Muszę się z tym przespać. No i może zajeść czekoladą, albo innym pączkiem, ewentualnie trzema.

Gryzie mnie takie ocenianie, ciągłe patrzenie na siebie przez pryzmat innych. Męczy mnie to. Porównywanie. Udowadnianie sobie, że ma się lepiej i więcej od innych. Że znajomi kupili dziecku rower, to naszemu bach quada, że córka uczy się gry na instrumencie, to bach, nasza ma już w chacie pianino.

I tylko tego dziecka mi szkoda. Mojego i tego jej. Bo pani MADKA dosyć głośno wyraziła swoją opinię. I siebie samej też mi szkoda. Bo przeżywam zamiast pójść spać.  Bo naprawdę nie uważam, że wychowuję egoistycznego chama. Bo mam dziecko wrażliwe na potrzeby innych. Otwarte. Szczęśliwe.

Mam dziecko, które czasem, jak każdy człowiek, chce pobyć samo i nie chce być zmuszane. Czy to wystarczający powód, by twierdzić, że jego wychowanie nie jest dobre?

 

No więc wracam do lektury, żeby przestać się zadręczać.

Ten wpis został opublikowany w kategorii zasłyszane, zobaczone. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>